Coś więcej niż książeczka dla dzieci

Cześć!

Przyznam szczerze, że już kilka (może nawet więcej) razy, zdarzało mi się trafiać w sklepach bądź antykwariatach na książeczki dla dzieci w naprawdę atrakcyjnych cenach. Moją uwagę nierzadko przykuwała też przyjazna i estetyczna grafika, czy zrozumiały przekaz. Równie często czułam, że czegoś w nich jednak brakowało. 
Dziś chciałabym podzielić się z Wami tym, jak w prosty i szybki sposób, zdarzało mi się dostosowywać książeczki do potrzeb moich podopiecznych. 



Moje serce nieprzerwanie czuje pociąg do dziecięcych książeczek z Pepco. Są kolorowe, krótkie i wyprodukowane na mocno usztywnianych stronach. Zachęca także ich niewielka cena. Nie wszystkie z nich mogłabym jednak wykorzystać, gdyż w okresie, w którym kupowałam ich najwięcej, pracowałam głównie z dziećmi, których niskie skupienie uwagi, uniemożliwiało im śledzenie fabuły przedstawionej w książeczkach. Nie chciałam jednak, by prowadziło to do ich całkowitego wyłączenia z możliwości pracy na takim materiale. Własnie wtedy zaczęłam przerabiać książeczki, pod konkretne dziecięce potrzeby. 


Zdarzało się, że dostosowanie jednej z książek zajmowało mi więcej czasu, ale w znacznej większości przypadków, pomysły przychodziły do mojej głowy od razu przy zakupie. Wiele zależało również od tematu, który aktualnie przerabiałam na terapii. Czasem były to kolory, czasem kształty, jeszcze innym razem uczyliśmy się przeliczać proste zbiory. Tak naprawdę wszystko, co potrzebne do tego rodzaju dostosowań, to baza, rzepy i trochę wolnego czasu. 

A jak sprawa wygląda u Was? Zdarza Wam się kupować coś z zamiarem przerobienia na własne potrzeby, czy stawiacie raczej na gotowe pomoce? 

Komentarze

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

instagram