Felinoterapia - kiedy kot zostaje terapeutą

Animaloterapia (czyli terapia odbywająca się w towarzystwie zwierząt) od wielu lat cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. W poszukiwaniu nowych rozwiązań terapeutycznych, nie trudno natknąć się na jej różnorakie formy. W taki oto sposób, w zależności od naszych indywidualnych preferencji, korzystamy z uroków hipoterapii, czy też tej jednej z najbardziej rozpowszechnionych - dogoterapii. Choć - w porównaniu do zwolenników wymienionych form - felinoterapia cieszy się zdecydowanie mniejszym zainteresowaniem, trudno odmówić jej magii.



Felinoterapia? 

Felinoterapia, czyli właściwie co? Najprościej mówiąc, jest to terapia z wykorzystaniem kota, choć osobiście preferuję raczej słowo "towarzystwo". Nie potrafię wyzbyć się potrzeby potraktowania kota, jak pełnoprawnego członka procesu terapeutycznego. Co więcej, myślę, że może to okazać się kluczowe w osiągnięciu pewnych efektów takich spotkań. A o jakich efektach mowa? Felinoterapia ma na celu poprawę stanu pacjenta, zarówno pod kątem psychicznym jak i fizycznym. Sama forma terapii nie ma sprecyzowanego przebiegu, jest bowiem w pełni dostosowana do indywidualnych potrzeb i możliwości danej osoby. W zależności od nich, spotkania mogą dotyczyć czynności pielęgnacyjnych (jak wyczesywanie kociego futerka), karmienia, głaskania. Czasem pozytywne efekty terapii przynosi już samo obcowanie z kotami i możliwość obserwacji ich podczas różnych aktywności - spokojnych spacerów po domu, czy żywej zabawy. Wraz z upływem czasu, kot może spełniać w tej relacji także rolę integracyjną. Jego natura i potrzeba odwiedzenia wszystkich zakamarków domu, sprzyja zainteresowaniu nawet najbardziej cichych i zamkniętych osób. Felinoterapia niesie za sobą szereg wymiernych korzyści, wśród których możemy wymienić chociażby: kształtowanie empatii, stymulację doznań i rozwoju polisensorycznego, nawiązywanie kontaktów z innymi osobami, poprzez współdzielenie uwagi w obrębie życia kota, umiejętną identyfikację emocji, zwiększanie pewności siebie, otwartości, doskonalenie umiejętności w obrębie sprawności ruchowej, motoryki małej. Niezwykle cenne jest także kształtowanie zachowań związanych z odpowiedzialnością względem kociego przyjaciela, znajomość jego fizjologii, czy nawet wzbudzanie spontanicznych reakcji, które mają miejsce podczas opieki i zabawy z kotem. 
Zajęcia z felinoterapii mają swoje zastosowanie w procesie terapeutycznym osób niepełnosprawnych intelektualnie i/lub ruchowo. Są ciekawym urozmaiceniem dla dzieci ze spektrum autyzmu, z mózgowym porażeniem dziecięcym, dzieci z Zespołem Downa, osób z zaburzeniami zachowania, emocji, czy osób po różnego rodzaju traumach. Pomagają oswoić się w nowym miejscu i sytuacji, zwalczać zahamowania społeczne, czy następstwa zaburzeń lękowych, dlatego felinoterapeuci często odwiedzają domy dziecka, a także placówki terapeutyczne dla dzieci i dorosłych. 

A czy każdy kot może zostać terapeutą? 

Niestety nie. Należy tutaj pamiętać jednak przede wszystkim o tym, że w przeciwieństwie do wielu innych rodzajów terapii, główny trzon spotkań stanowi żywe zwierze. Wymierność efektów terapeutycznych jest ważna, nie mniej nie możemy zapomnieć o komforcie psychicznym, towarzyszącego nam kota. Choć formalnie od kotów, nie wymaga się specjalnego przeszkolenia, wiele fundacji, oferujących kursy dla przyszłych felinoterapeutów, ma w swojej ofercie także specjalne szkolenie ich kotów. Jak wygląda taki test? Sprawdzane są m.in. naturalne odruchy zwierząt. Instruktor punktuje odpowiednio to, jak kot reaguje na osobę obcą (czy mruczy, utrzymuje kontakt wzrokowy, czy jest spokojny), sprawdzana jest również reakcja na:
  • utratę podłoża (wzięcie na ręce), 
  • wprowadzenie do pokoju obcego, nieznanego przedmiotu (np. wózka inwalidzkiego),
  • ostre i nagłe dźwięki,
  • dotykanie różnych części ciała.

Ważna jest także wcześniejsza ocena stanu psychicznego i fizycznego kota. Właściciel wypełnia kartę informacji, w której wskazuje na potencjalne problemy w wychowaniu zwierzęcia, przebyte choroby, wymogi co do specjalnego żywienia lub traktowania. Rasa nie ma tutaj absolutnie żadnego znaczenia. Do kursu dopuszcza się także koty wielorasowe. 



Jak koty odmieniły moje życie?

Choć może trudno w to uwierzyć, kilka lat temu należałam do grona osób, które do tematu kotów podchodziły raczej zachowawczo. Wszystko zmieniło się w 2015 roku, gdy pod moją opiekę trafił pierwszy koci przyjaciel. Florek był kotem po przejściach. Znaleziono go zimą, w poznańskim lesie, gdzie były właściciel przywiązał go do drzewa sznurkiem. Kociak zamarzłby, gdyby nie szybka i skuteczna interwencja. Na samym początku naszej wspólnej przygody, chodziliśmy raczej własnymi ścieżkami, które przeplatały się jedynie w porze karmienia. Wszystko zmieniało się jednak bardzo szybko i w niedługim czasie od momentu adopcji, nie potrafiłam już wyobrazić sobie codziennego funkcjonowania, bez towarzystwa Florka. Był ze mną niezależnie od tego, jaki miałam humor, dotrzymywał towarzystwa w chorobie, a nawet... pocieszał. W gorszych momentach, kładł się przy mnie (albo na mnie!), a jego pomruki potrafiły skutecznie ukoić moje nerwy. W międzyczasie towarzyszył mi w wielu podróżach w granicach Polski, poznając przy tym całą moją rodzinę i wielu przyjaciół oraz... zmieniając miejsce zamieszkania z Poznania na piękny Gdańsk. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w naszej relacji czegoś jednak brakowało.  Decyzja o adopcji drugiego kota dojrzewała we mnie bardzo długo. Zdawałam sobie sprawę, że drugi kot niesie ze sobą dwukrotnie więcej obowiązków i odpowiedzialności, ale nie mogłam pozbyć się myśli, że oto powoli nadchodzi ten moment, w którym to ja mogłabym odwdzięczyć się Florkowi i dla odmiany, przejąć rolę terapeuty w naszej relacji. Okazja pojawiła się zupełnym przypadkiem, gdy jedna z moich bliskich koleżanek, natknęła się na ulicy na karton z porzuconymi kociakami. Po wielu przemyśleniach, wraz z moim partnerem, postanowiliśmy dać dom drugiemu futrzakowi. W taki sposób Florek zyskał młodszego brata - Julka, który w bardzo szybkim czasie zaskarbił sobie serce wszystkich domowników i w pełni dopasował do naszych zachowań i rytmu życia. Zarówno Florek jak i Julek należą do kotów bardzo towarzyskich i spokojnych. Poza chwilami zabawy, preferują raczej spokojne leżenie na kanapie lub wypraszanie "głasków". Często żartujemy, że zachowaniem bardziej przypominają psy, niż stereotypowy wizerunek kota, chodzącego własnymi ścieżkami i stroniącego od pieszczot. Dając dom, dwóm potrzebującym stworzeniom, zyskaliśmy przyjaciół i wsparcie na długie lata. 

Komentarze

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

instagram