Detektyw Kubeczkowski na tropie zaginionego słownika

Jakiś czas temu informowałam Was o tym, że doczekałam się pierwszego artykułu, opublikowanego na łamach czasopisma dla pedagogów specjalnych (Terapia Specjalna). Opisałam w nich działania podjęte przeze mnie w ramach zajęć korekcyjno-kompensacyjnych, skupionych głównie w obrębie przepracowania i utrwalenia zasad poprawnej pisowni. Wielu z was wyraziło zainteresowanie skonstruowaną przeze mnie grą ortograficzną, więc w odpowiedzi na te liczne pytania, przychodzę dziś z jej dokładnym opisem. Mam nadzieję, że po zapoznaniu się z moim pomysłem, będzie zadowoleni choć w połowie tak, jak Maks - uczeń, bez którego poniższa gra nigdy by nie powstała. :) 



Maksa poznałam, gdy podjęłam swoją pierwszą pracę zawodową, w jednej z sopockich szkół podstawowych. Był rezolutnym dziesięciolatkiem, który chętnie podejmował się proponowanych mu aktywności i wykazywał szczere zainteresowanie poszerzaniem swojej wiedzy. Jego największą trudnością okazało się jednak przyswojenie zasad poprawnej pisowni, które skutecznie utrudniało mu pełną realizację kolejnych, stawianych przed nim edukacyjnych wyzwań. Jedną z podstawowych umiejętności, nabywanych przez dzieci w okresie wczesnoszkolnym jest zdolność poprawnego zapisywania i odczytywania wyrazów. W trakcie nauki pisania należy pamiętać, że oprócz umiejętności prawidłowego kreślenia znaków, dziecko powinno opanować również zasady ortografii i wykształcić w sobie nawyk jej stosowania, również podczas pracy swobodnej. By mówić o poprawnym przebiegu procesu kształtowania tych umiejętności, trzeba wziąć pod uwagę wspieranie czynników za nie odpowiedzialnych, czyli m.in. sprawność analizatora wzrokowego oraz słuchowego, poziom koncentracji uwagi, rozwijanie umiejętności zapamiętywania, myślenia, prawidłowego wykształcenia narządów mowy oraz dbałości o sprawność motoryczną. Uczeń, po zapoznaniu się z graficzną formą danego wyrazu, odczytuje go, kojarząc w ten sposób obraz z określonym wyobrażeniem akustycznym. Zapisywanie wyrazu wzmacnia natomiast zapamiętywanie wzoru wizualnego i motorycznego. Dzięki powstałym w ten sposób wzajemnościom, dziecko wykształca w sobie korelację między wrażeniami wzrokowymi, słuchowymi i motorycznymi. Ich systematyczne wykorzystywanie i utrwalanie prowadzi do wytworzenia się wspominanego wcześniej nawyku ortograficznego, niezbędnego uczniowi do nabycia pełnych kompetencji piśmienniczych. Biorąc pod uwagę złożoność wymienionych procesów, koncentracja dziecka wydaje się mieć w ich przebiegu niezwykle istotną rolę. Brak koncentracji może przekładać się na niepełne zapamiętywanie określonych wyrazów i reguł, co w następstwie prowadzi do popełnianie typowych, ortograficznych błędów.

Mając na uwadze specyfikę trudności Maksa i jego niechęć do tradycyjnych form pracy, postanowiliśmy wspólnie zastanowić się nad tym, jak wykorzystać jego zainteresowania
i naturalną ciekawość świata. Oprócz zastosowania tych działań, które mogły okazać się skuteczne w pracy nad nauką poprawnej pisowni, zależało mi przede wszystkim na tym, by udowodnić Maksowi, że nauka ortografii może być przyjemnością. W nauczaniu dziecka ogromna rolę odgrywa odpowiednia motywacja ucznia, którą stanowić mogą właśnie zajęcia ciekawe, dostosowane do indywidualnych preferencji i jego zainteresowań. Ponieważ na wynik podjętych działań, w dużej mierze składa się również aktywność ucznia, warto zachęcić go do czynnego udziału w projektowaniu takich zajęć. Zbawienne w tym przypadku okazało się kluczowe pytanie: „Co lubisz robić, co sprawia Ci przyjemność?” Niemal natychmiastowa odpowiedź okazała się równie niespodziewana, co inspirująca. „Lubię rozwiązywać zagadki dla detektywów”. Tak właśnie powstał Detektyw Kubeczkowski. 

Detektyw Kubeczkowski
- na tropie zaginionego słownika

Konstruowanie własnej gry najlepiej rozpocząć od dokładnego przemyślenia fabuły, zasad oraz zarysu formy, którą przybierze plansza. Będą to wszakże główne aspekty, regulujące nasze dalsze prace z nią związane.

Fabuła gry musiała spełniać oczekiwania Maksa, względem jej zagadkowości, przy jednoczesnym powiązaniu jej z utrwalaniem zasad ortografii. Akcja miała dziać się w miejskiej bibliotece, w wymyślonym przez nas miasteczku. Do Detektywa Kubeczkowskiego zgłosił się właściciel biblioteki, zaniepokojony zniknięciem jednej z książek. Wskazał kilka podejrzanych osób, które poprzedniego dnia odwiedziły bibliotekę. Głównym, postawionym przez nas pytaniem, które należałoby rozwiązać, było to, kto jest odpowiedzialny za zniknięcie słownika ortograficznego? Wyboru mielibyśmy dokonać na podstawie licznych wskazówek i opisów postaci, będących bohaterami gry.

Stworzyliśmy więc sześć kart z opisami postaci. Wymyśliliśmy imiona, nazwiska i kilka znaków szczególnych, które miały później zostać zweryfikowane przez ukryte w grze wskazówki. Na ich podstawie, można było dokonać wyboru, który z bohaterów dopuścił się kradzieży słownika. Wskazówki zostawały udostępnione graczowi dopiero wtedy, gdy udało mu się poprawnie rozwiązać konkretne zadanie orograficzne. W pierwszej wersji gry skupiliśmy się na zasadach pisowni wyrazów z „Ż” oraz „RZ”.

Opisy postaci musiały zostać stworzone w taki sposób, by część informacji powielała się (np. kawa jako ulubiony napój), w przeciwnym razie rozwiązanie zagadki nastąpiłoby zbyt szybko. Część informacji była jednak niepowtarzalna (hobby). Dane zawarte w kartach były bezpośrednio powiązane z późniejszymi, ukrytymi w grze wskazówkami. Dotyczyły: ulubionego napoju, koloru noszonych ubrań, ulubionych produktów spożywczych, posiadanego zwierzaka oraz hobby. 




Warto zwrócić również uwagę, że już na etapie doboru imion i nazwisk podejrzanych osób, staraliśmy się wykorzystać takie, które zawierały w sobie „ż” i „rz”.

Wśród głównych podejrzanych znalazło się sześć osób.

Ponieważ ukrytym celem naszej gry stało się wykształcenie u Maksa nawyku ortograficznego, mogliśmy pozwolić sobie na to, by odejść od tradycyjnego przebiegu gry planszowej. Nie zależało nam na tym, by dotrzeć do mety w jak najkrótszym czasie, a właśnie na zebraniu jak największej ilości ukrytych poszlak, umożliwiających nam rozwiązanie głównej zagadki. Był to powód, dla którego plansza naszej gry otrzymała kształt zbliżony do elipsy, bez wyraźnego początku i końca. Pionki wybrane przez graczy, poruszały się po kolorowych polach ułożonych w koło do tego czasu, aż dany gracz nie zebrał wystarczającej liczby wskazówek, by odpowiedzieć na głównie pytanie w grze: kto odpowiada za zniknięcie ortograficznego słownika? Gracze ustawiali pionki na dowolnym polu w kolorze różowym (były to tzw. pola wolne) i od niego rozpoczynali wędrówkę zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Liczbę pól, o które przesuwał się określony gracz, wyznaczała oczywiście liczba oczek wyrzuconych kostką. 



Oprócz różowych pól wolnych, na planszy znajdowały się zielone pola z gwiazdką. Była to forma urozmaicenia gry. Powiązano z nimi koszyczek, którego zawartość stanowiły karty
z ćwiczeniami ruchowymi, które gracz mógł wykonać. Takie rozwiązanie polecane jest szczególnie w przypadku tych uczniów, którzy mogą mieć trudności z długotrwałą pracą przy stoliku. Można zawrzeć na nich tradycyjne ćwiczenia w postaci wyskoków, czy przysiadów, lub wykorzystać np. porę roku i pokusić się o stworzenie wiosennego pakietu ćwiczeń, inspirowanego ruchami zwierząt („skacz jak żaba”; „stań na jednej nodze jak bocian”). Najważniejszymi polami na planszy, przynajmniej z perspektywy Maksa, były te niebieskie, oznaczone znakiem zapytania. To właśnie do nich dopasowano zagadki ortograficzne, których poprawne rozwiązanie gwarantowało dostęp do wskazówek, umożliwiających wskazanie osoby odpowiedzialnej za zniknięcie słownika.

Pod niebieskimi polami umieszczono następujące zadania:

Zagadka nr 1 – Szyfrowane wyrazów. Do przygotowania tego zadania, potrzebnych było nam sześć białych kartoników w kształcie prostokąta. Zapisaliśmy na nich kilka wybranych wyrazów z „ż” i „rz” (korzeń, koleżanka, porządek, brzydko, brzęczy, żółw), po czym zamalowaliśmy kluczowy fragment określonym kolorem (np. brązowym, sugerującym kawę). Zadaniem gracza było poprawne odczytanie i zapisanie wyrazów. Jeśli uczeń zrobił to poprawnie, otrzymywał dostęp do pierwszej wskazówki. Brzmiała ona następująco: „Zwróć uwagę na kolor tych plam. Jaki napój może mieć taką barwę? Kto z podejrzanych go pije?”



 

Zagadka nr 2 – Kategoryzacja. Uczeń otrzymywał dwie karty w formacie A4, na których środku zapisano „RZ” i „Ż”. Jego zadanie polegało na poprawnym przyporządkowaniu do kart grafik, przedstawiających rzeczy/zwierzęta/zjawiska, zawierające w sobie „rz”, lub „ż”.


Po poprawnym wykonaniu zadania, gracz mógł zapoznać się z kolejną wskazówką -
tym razem była to gruba, czarna nitka. Bez podpowiedzi słownej. Nitka sugerowała kolor ubrań, które najczęściej nosi podejrzana przez nas osoba. Jeśli uczeń miał trudność
z przypisaniem nitki do określonej informacji z kart postaci, mógł oczywiście poprosić o pomoc nauczyciela.

Zagadka nr 3 – Zasady pisowni. Tym razem uczeń staje przed koniecznością dokonania wyboru, która z zaprezentowanych mu zasad pisowni wyrazów z „rz”/”ż” jest prawdziwa, a która została podmieniona przez nieznaną nam jeszcze osobę


Po dokonaniu kolejnego wyboru, gracz zapoznaje się z następującą wskazówką: listą zakupów. Na liście zakupów umieszczamy wcześniej dowolne produkty, z uwzględnieniem tych, które znajdują się na karcie postaci, którą w danej rozgrywce wyznaczmy na winną. Gracz może porównać listę z informacjami z kart postaci i wskazać te, dla których taka lista mogłaby się okazać realna. W naszej rozgrywce, lista zawierała: pomidory, ryż, paprykę i kwiatek
w doniczce.

Zagadka nr 4 – Wymienność. Gracz otrzymuje kartę z zapisanymi wyrazami z „rz” lub „ż”. Jego zadaniem jest sprawdzenie, czy wyrazy te posiadają swoje odpowiedniki stworzone zgodnie z zasadą wymienności.


Gdy uczeń poradzi sobie z wymianą, otrzymuje kolejną wskazówkę: „zwróć uwagę na to, czyj odcisk łapki widnieje na kartce z wyrazami. Rozpoznajesz to zwierzę? Kto się nim opiekuje?” Wskazówka sugeruje, że może to mieć związek z tym, jakie zwierzęta posiadają podejrzane osoby.

Zagadka nr 5 – Sprawdzanie dyktanda. Gracz otrzymuje notatkę, w której zawarto wiele wyrazów z „rz” i „ż”. Niektóre z nich zostały zapisane nieprawidłowo. Zadaniem ucznia jest dokładne sprawdzenie notatki, wyłapanie tych słów, które zostały zapisane błędnie
i następne przepisanie notatki z uwzględnieniem poprawnych wersji.

„Małgorzata i Borzena są najlepszymi kolerzankami. Poznały się dawno temu, gdy obie należały do drurzyny Wielbicieli Pżyrody. Drużyna spotykała się w karzdą sobotę w parku przy ulicy Pożeczkowej. Koleżanki miały okazję użądzać wiele ciekawych spotkań tematycznych. Odpowiadały ciekawskim, jak warzne jest, by wspólnie dbać o przyrodę: zwieżeta i rośliny. Nasz świat jest naszym wspólnym domem. Jeśli nie zadbamy o niego już teraz, nasze szczęście i spokój, pozostaną tylko mażeniem.”

Po sprawdzeniu i przepisaniu notatki, uczeń otrzymuje piątą, ostatnią już wskazówkę. Jest to wiadomość od właściciela biblioteki. Informacje zawarte w wiadomości powinny sugerować już konkretne rozwiązanie zagadki. W naszym przypadku była to wiadomość sms
o treści:

 „Detektywie Kubeczkowski! Znalazłem ślady czerwonej i żółtej farby w całej bibliotece. Najwięcej było jej jednak na półce, na której powinien stać nasz zaginiony słownik. Ktoś, kto zabrał książkę, ma coś wspólnego z farbami!”

Po zebraniu wszystkich wskazówek i porównaniu ich z informacjami z kart podejrzanych, okazało się, że osobą odpowiedzialną za zabranie słownika, była w tym przypadku Małgorzata Żonkil.

            Liczbę zagadek można dopasować do możliwości konkretnego ucznia bądź grupy. Każda z zagadek przedstawiana jest na specjalnej karcie, które układamy obok planszy. 


     Gracze odczytują je zgodnie z kolejnością. Gdy staną na niebieskim polu po raz pierwszy, korzystają z karty nr 1. Gdy drugi, wyciągają kartę nr 2. Materiały niezbędne do wykonania określonego zadania razem ze wskazówkami, warto umieścić w ponumerowanych kopertach, by nie były widoczne od razu. Oprócz materiałów i wskazówek, warto umieścić w kopercie także tzw. karty kontrolne, czyli poprawne rozwiązanie zadania. Dzięki temu zabiegowi, uczniowie mogą samodzielnie sprawdzić swoją pracę i korygować ewentualne błędy. Pomoc nauczyciela nie jest tu konieczna. Warto pamiętać o tym, że podczas rozwiązywania ćwiczeń, uczeń ma prawo wspomagać się w pracy pomocą słownika lub dostępnych dla niego pomocy dydaktycznych. Nie powinien jednak zadawać pytań drugiej osobie. Samodzielne odszukanie odpowiedzi lub rozwiązanie łamigłówki, niesie ze sobą więcej korzyści edukacyjnych niż skorzystanie z gotowej odpowiedzi oferowanej przez drugą osobę. Gdy uczeń zapozna się z daną wskazówką, może zadecydować, czy swoim odkryciem chce podzielić się z pozostałymi graczami, czy wiedzę tę zatrzymuje dla siebie. Konkretne zadania musi jednak wykonywać samodzielnie. 

Choć nie było to konieczne, zdecydowałam, że zaangażuję Maksa w proces tworzenia gry. Jedynym elementem, w który nie miał wglądu, były karty postaci (by nie odbierać mu elementu zaskoczenia). Praca, jaką wykonał podczas przygotowań, z powodzeniem zastąpiła tradycyjne ćwiczenia, a wielokrotność powtórzeń (poszukiwanie wyrazów, odmiana ich, przepisywanie) pozwoliła zadbać o konieczne i systematyczne utrwalanie poznanych zasad. 


I to wszystko :)
Tradycyjnie: jestem bardzo ciekawa waszych odczuć, więc będę niezwykle wdzięczna za każdy komentarz i wiadomość prywatną, w których podzielicie się ze mną opinią o przedstawionej formie zajęć korekcyjno-kompensacyjnych. 
Zachęcam was gorąco do wypróbowania tej techniki i stworzenia własnej wersji gry.
Jeśli ktoś byłby chętny, to już niebawem będzie możliwość zakupu powyższej wersji, na stronie ciuciubabkowego sklepu (www.ciuciubabka.sklep.pl). Dajcie tylko znać, czy bylibyście zainteresowani. :) 

Do usłyszenia, kochani! 

Elementarz PCS

A co nowego tym razem przynosi pewna lipcowa sobota? 





Wiem, że wielu z Was czekało na kompletny elementarz, w którym wykorzystane zostaną również symbole PCS. Trwało to dużo dłużej niż początkowo zakładałam i pochłonęło ogromne pokłady mojej energii, ale... oto mogę ogłosić kolejny mały sukces:
elementarz jest gotowy i czeka na Was do pobrania w linku poniżej :) 

Praca została wykonana w nietypowym formacie: 1920 px X 1080 px 

W najbliższym czasie postaram się dodać tutaj również analogiczny zeszyt ćwiczeń, w którym pojawi się m.in pisanie po śladzie i etykietowanie wyrazów. 



Tymczasem zapraszam Was serdecznie na mój fanpage na facebooku oraz do mojego sklepu Ciuciubabka.

Do usłyszenia!  

Mam wiele do powiedzenia

O tym, że moja praca nigdy nie przestanie dostarczać mi nowych powodów do wzruszeń, wiedziałam od zawsze. Jednak to, co udało się nam (tak, nam - bo to nasz wspólny sukces - A. i mój) osiągnąć kilka dni temu, było dla mnie tak niesamowitym doświadczeniem, że skutecznie zburzyło i zbudowało na nowo mój pogląd na pewną sferę terapii. 



W naszej szkole tradycją stało się cotygodniowe, uroczyste recytowanie wybranych wierszy. Słowa "uroczyste" użyłam tutaj z rozmysłem, bowiem to wydarzenie niewiele ma wspólnego z tradycyjną i często przymusową recytacją, którą wielu z nas pamięta z czasów edukacji. Dzieci samodzielnie wybierają utwór, który chciałyby przedstawić, uczą się go, przepisują bądź drukują (w zależności od własnych umiejętności i gotowości) oraz - jeśli tylko mają na to ochotę - wykonują w komplecie ilustrację obrazującą treść. Gdy w piątek stają przed swoimi kolegami, mogą poczuć się jak prawdziwi aktorzy na scenie wielkiego teatru. Taką scenę sami sobie tworzymy, najczęściej z pomocą mniejszego dywanu. Uczniowie zajmują miejsca przed "sceną", ochotnik staje przed grupą i recytuje. Recytuje tak, jak potrafi najlepiej - szybko, wolno, trochę niewyraźnie, często gubiąc pewne frazy. Czasem w stroju smoka. Czasem z wielką dumą, a czasem nieśmiało, z wzrokiem wlepionym w podłogę. Występ kończy ukłonem, a dywan opuszcza w towarzystwie oklasków. Zawsze ze wsparciem, zawsze bez oceniania. 

Wierzcie mi na słowo, nie znam osoby, która w pewnym momencie nie dałaby się wciągnąć w ten uroczy spektakl. Tak stało się również w przypadku mojego ucznia.
A. ma duże trudności artykulacyjne. Jego mowa jest niezrozumiała dla innych uczniów i tych dorosłych, którzy nie mają z nim kontaktu na co dzień. Sama niejednokrotnie łapałam się na tym, by zrozumieć dany komunikat (który nie byłby wspierany PSCami), musiałam wspiąć się na wyżyny moich możliwości. Czy takie trudności mogły wykluczyć A. z cotygodniowej recytacji? Na pierwszy rzut oka - jasne. Nie byłabym jednak sobą, gdybym i tej potrzeby nie spróbowała spełnić. 
Przygotowania zajęły nam cały tydzień, ale rezultat, którym chciałabym się dziś z wami podzielić, przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. 

Starałam się wybrać dla A. taki wiersz, który udałoby się przedstawić za pomocą symboli PCS. Po poszukiwaniach zakrojonych na naprawdę szeroką skalę, wybór padł na utwór "Barwa Żółta" -autorstwa A. Natorff. Pozwoliłam sobie na usunięcie jednej z fraz oraz przekształcenie drugiej na nieco inną, prostszą. Dzięki temu zabiegowi, otrzymałam poniższy tekst:

"Kolor od słońca otrzymała.
W zbożach latem zaszumiała. 
Kwiaty w trawę powkładała.*
W słonecznikach zamieszkała.
Księżycowym bywa blaskiem,
w piaskownicy żółtym piaskiem.
I kanarek rozśpiewany
w żółte piórka jest ubrany."

* w oryginale w tym miejscu: "(...)a rzekami nad brzegami przepłynęła kaczeńcami. W zieleń łubin powplatała(...)"

Każdy wers został przedstawiony na pasku z trzema lub dwoma symbolami PCS, zgodnie z rytmem utworu. By dodatkowo ułatwić A. zrozumienie i przyswojenie tekstu, dla każdego paska wykonałam wiodący obrazek lub przyniosłam coś rzeczywistego (np. zboże, piasek i piórka), co mogło symbolizować przejście do kolejnego zdania. A. nauczył się nie tylko recytować tekst (wskazywał palcem na odpowiedni symbol na każdym z pasków). Dodatkowo, po "wyrecytowaniu" każdego zdania, prezentował grupie kolejną niebieską kartkę, na której przyczepiał odpowiednie elementy. W taki sposób powstała nasza mobilna książka. 

 


1. Słońce z pierwszej kartki obracał za pomocą żółtej rurki.
2. Zbożem potrząsał przy uchu i dmuchał w nie.
3. Trawę wykonaną z papieru rozkładał na kartce, a później chował w niej żółte kwiaty (wykonane z drucików kreatywnych.
4. Wąchał papierowy słonecznik.
5. Potrząsał papierowym księżycem w taki sposób, że zgromadzony na nim brokat sypał się i błyszczał.
6. Przesypywał piasek w miniaturowej piaskownicy.
7. Kanarka przystawił do ucha i udawał jego śpiew.
8. Na zakończenie zdmuchnął z dłoni żółte piórka, których część wylądowała na ostatniej kartce. 



Po recytacji, spięliśmy razem wszystkie strony w odpowiedniej kolejności (ze stabilnie przymocowanymi elementami) i cieszyliśmy się naszą książką w pełnej okazałości.

Muszę przyznać, że moment, gdy A. stanął przed grupą, dumny i szczęśliwy z faktu, że może być częścią tego wydarzenia, poczułam autentyczne wzruszenie. Widok radości w jego oczach i to, jak cudownie poradził sobie z zaprezentowania swojej nowej umiejętności, był największą nagrodą, jaką mogłabym otrzymać. 
Warto wspomnieć, że była to okazja do utrwalania także innych (ukrytych) umiejętności - ćwiczyliśmy: linearność (odpowiednia kolejność odczytywania symboli), wskazywanie symboli, powiązanie symbolu z odpowiednim przedmiotem/ilustracją, odczytywanie znaczenia symboli, wystąpienie publiczne, postępowanie zgodnie z instrukcją, koncentrację uwagi, utrzymywanie kontaktu wzrokowego i radzenie sobie w sytuacji stresującej. 

Wiem już, że będziemy próbować przedstawiać wybrane utwory tak często, jak tylko będziemy w stanie. Jeśli ktoś z was chciałby wypróbować nasz sposób, to poniżej wkleję wam oczywiście link do pobrania pasków z symbolami PCS, a wy koniecznie pochwalcie się rezultatami! :) 

(symbole PCS) 


Tradycyjnie, na zakończenie, zapraszam was na moje pozostałe kanały, za pomocą których możecie śledzić na bieżąco moje aktualne działania! Facebook: ChatkaCiuciubabka oraz Instagram: chatkaciuciubabka

Do napisania! <3 

Program zajęć rozwijających umiejętności komunikowania się

Chciałabym zaprosić Was do rozpoczęcia wraz ze mną naszych drobnych (lub też nie) przygotowań do nadchodzącego roku szkolnego. Obiecałam Wam cykl wpisów, które mogą choć trochę ułatwić ten proces tym z nas, którzy swoją przygodę z nauczaniem dopiero zaczynają. 
Zgodnie więc ze wspomnianą obietnicą, przychodzę do Was z przykładem programu zajęć rozwijających umiejętności komunikowania się. 



Na wstępie chciałabym przypomnieć, że publikowane przeze mnie pomoce są w pełni dostosowane do uczniów, z którymi spotykam się w codziennej pracy. Miejsce to na względzie i w razie potrzeby dowolnie modyfikujcie programy i pomoce, zależnie od Waszych preferencji. Jestem pewna, że będą wtedy świetne. :)

Pamiętajcie, że nie istnieje jeden sprawdzony sposób na stworzenie programu zajęć. To, o czym należy pamiętać, to pełne dostosowanie go do potrzeb i możliwości naszych uczniów oraz trzymanie się kilku łatwych do zapamiętania zasad. Pamiętajcie, by program obejmował te treści, które są dla Waszych uczniów naprawdę niezbędne i takie, które jesteście w stanie wspólnie zrealizować. Założenia powinny bazować na sferze najbliższego rozwoju dziecka, z którym pracujecie. Dobrze zróżnicować je nie tylko pod względem trudności, ale także pod kątem pomocy, które wykorzystacie do realizacji danego celu. A jeśli o celach mowa... pamiętajcie, by podawać je w formie zoperacjonalizowanej. Umożliwi Wam to precyzyjne sprawdzenie, czy uczeń rzeczywiście dany cel zrealizował. 

Czym jest więc operacjonalizacja? Tym z Was, którzy jeszcze tego nie wiedzą, przypomnę, że jest to proces przekształcania celów z formy ogólnej na operacyjną, czyli czynnościową. Cel sformułowany w ten sposób będzie nadawał konkretny wymiar określonemu zadaniu, postawionemu przed dzieckiem. Przykład?

Forma ogólna, niezoperacjonalizowana:
Nauka dodawania

Forma operacyjna:
Uczeń dodaje do siebie liczby w zakresie 100.


Program możecie pobrać, klikając w link poniżej:




Mam nadzieję, że choć trochę się Wam przyda. Niebawem przygotuję i podzielę się z Wami innymi programami i planem edukacyjnym na nadchodzący rok. 
Tymczasem zapraszam Was serdecznie na mój fanpage na facebooku oraz do mojego sklepu Ciuciubabka.

Do usłyszenia!  

Wiosenna AACowa łąka

Chciałabym podzielić się z Wami wykonaną przeze mnie AACową książeczką.
Temat przewodni? Wiosenna łąka!



W pakiecie znajdziecie kilka wierszyków mojego autorstwa
1. Wprowadzenie do tematu: Na wiosennej łące
2. Żaba
3. Biedronka
4. Motyl
5. Pszczoła



Każdy z krótkich wierszyków został zilustrowany dodatkowo symbolami PCS, co umożliwi przerabianie książeczki z dziećmi posługującymi się systemem alternatywnej komunikacji.

Mam nadzieję, że Wam się spodoba! :)

Tradycyjnie, po więcej pomysłów na urozmaicenie szarej, terapeutyczno-edukacyjnej codzienności, zapraszam Was na moją stronę na facebooku oraz instagram, do których odnośniki znajdziecie na górze strony. 
Miłego dnia! 

Co ukryłam dziś w pudełku?

Ciąży na nas, jako specjalistach, ogromna odpowiedzialność, by w odpowiednim momencie trafnie oszacować możliwości i potrzeby naszych podopiecznych a także wyposażyć ich w takie sprawności, których są w stanie się w danym momencie podjąć, a które skutecznie ułatwią im samodzielne funkcjonowanie i dalszy rozwój. Dziś chciałabym poruszyć kwestię budowania i utrzymywania wspólnego pola uwagi, która - oprócz stanowienia niezwykle intrygującego zagadnienia teoretycznego - jest jedną z kluczowych umiejętności komunikacyjnych i rozwojowych dziecka. 

Czy istnieje jednak złota, niezawodna metoda na ukształtowanie tej sprawności? 
Niestety nie. Istnieją jednak pewne techniki, które dzięki możliwościom przez nie niesionym, mogą pomóc terapeutom w stworzeniu takiego planu działania, by w pełni zyskać aprobatę najbardziej wymagających podopiecznych.
O czym mowa?



Metoda, o której chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć, inspirowana jest założeniami Attention Autism, do zgłębienia których serdecznie Was zachęcam. Program został stworzony głównie z myślą o dzieciach ze stanami ze spektrum, jednak z powodzeniem można zastosować go tak naprawdę w przypadku każdego ucznia. Program umożliwia pracę grupową i indywidualną, więc w zależności od naszych wspólnych potrzeb, można swobodnie przenieść go na pole terapii 1:1, a także późniejszą pracę w grupie. To właśnie tu pojawia się słynny już motyw wiaderka-niespodzianki, w którym - zależnie od etapu, na którym obecnie znajduje się dziecko - ukrywamy różne przedmioty, wykorzystywane przez nas do zbudowania wspólnego pola uwagowego. Jeśli będziecie zainteresowani, temat Attention Autism przedstawię szerzej przy okazji jednego z przyszłych postów. A teraz zapraszam Was do zgłębienia mojego tajemniczego pudełka.

Wiaderko zastąpiłam pudełkiem, ponieważ to było bliższe nie tylko mi, ale także dzieciom, z którymi pracuję na co dzień w szkole. Warto mieć na uwadze np. preferencje słuchowe naszych uczniów. Jeśli ukrywamy przedmioty w metalowym wiaderku, to przy ewentualnym potrząśnięciu nim (na przykład w celu zasugerowania uczniom, że w środku znajduje się wiele przedmiotów), powstaje nam bardzo specyficzny i ostry dźwięk. Pudełko pracuje zupełnie inaczej, przez co dźwięki z niego dochodzące, wydają się być bardziej przytłumione. Podobnie jest z ewentualnym pukaniem w nie, czy szybkim otwieraniem i zamykaniem pokrywki/wieczka. 

Moi uczniowie pracują ze mną w ten sposób już od przełomu września i października, więc w czasie tym zdążyliśmy przejść przez kolejne etapy wydłużania skupienia naszej uwagi. Obecnie ukrywam w pudełku kilka przedmiotów, które będą niezbędne do przeprowadzenia całości naszych zajęć. Na samym początku jednak, był to jeden przedmiot, najbardziej dla nich atrakcyjny, gdyż na takim najłatwiej było im skupić uwagę. 

Warto odnieść się tutaj do przykładu:
Jeśli planuję zajęcia matematyczne z wykorzystaniem motywu robienia zakupów, dziś z powodzeniem mogę włożyć do pudełka stworzoną wcześniej listę zakupów, obrazki/zdjęcia produktów, pieniądze, a także wszystkie te elementy, które pomogą nam sprawnie przeliczać (karty z cyframi, koraliki na sznurku, patyczki). Gdybyśmy dopiero zaczynali zapoznawać się z moim tajemniczym pudełkiem, wsunęłabym do niego sklepowy wózek-zabawkę lub jakiś rzeczywisty owoc/warzywo. Obralibyśmy więc jeden z dwóch kierunków: zabawa lub jedzenie. 
Najważniejszym, o czym nigdy nie wolno nam zapomnieć, to fakt, by dostosowywać formę zajęć, metody, pomoce do aktualnego i rzeczywistego etapu, na którym nasz uczeń się znajduje. Zbyt szybkie tempo może skutecznie zniechęcić dziecko do podejmowania kolejnych wyzwań, bo jeżeli nie damy mu możliwości stopniowego sprawdzania samego siebie w nowych okolicznościach, to szybko nauczy się, że próby podejmowane przez niego, kończą się niepowodzeniem. Pomyślmy teraz, o ile chętniej angażujemy się w poszerzanie naszych kwalifikacji, nauki nowych umiejętności, jeśli:
a) czujemy się na to gotowi
b) proces ten odbywa się w sprzyjających dla nas okolicznościach (w spokoju, w towarzystwie pozytywnych emocji i doznań)
c) widzimy nasze realne postępy. Postępy, które możemy dotknąć, posmakować lub - co najlepsze - wykorzystać. 

Jak wyglądają moje zajęcia z wykorzystaniem pudełka? 

Po zamknięciu w nim wszystkiego, czego będę potrzebowała, zapraszam moich uczniów na dywan. Prezentuję im pudło i pytam, czy są ciekawi, co ukryłam w nim dla nich dzisiaj. Jeśli dostaję od nich zielone światło, potrząsam pudłem, pokazuję im moje zainteresowanie dźwiękami, które usłyszeliśmy. Pytam, czy również je słyszą. Pukamy w pudło, przyglądamy mu się z każdej strony, próbując dostrzec, czy cokolwiek wystaje poza jego obręb (co czasami się zdarza). Po takiej wspólnej zabawie, dostają ode mnie komunikat, że to już czas na odkrycie pudełkowej tajemnicy. Ostrożnie ściągam wieczko. Prezentuję im moje zaskoczenie tym, co zobaczyłam. Po kolei wyjmuję z pudełka wszystkie znajdujące się w nim elementy, dokładnie się im przyglądając, dotykając, czasem wąchając, słuchając. Oczywiście angażuję w to dzieci.
Gdy wszystkie elementy są już na podłodze, zastanawiamy się chwilę co je ze sobą łączy, co można z nimi zrobić. Po chwili spokojnie i dokładnie tłumaczę, co będziemy dziś robić.
Dalszy przebieg zajęć zależy oczywiście od zawartości pudła :)
Czasem całe zajęcia spędzamy na dywanie, czasem przenosimy się do stołu lub nawet na zewnątrz.
Jest to z całą pewnością ciekawa alternatywa dla standardowego zapoznania dzieci z tematem, który będziemy zgłębiać na zajęciach.
Co ważne: metodę tę z powodzeniem można wykorzystać również teraz, w nauczaniu zdalnym. Nie możemy co prawda wspólnie dotykać wyjmowanych przedmiotów, ale zainteresowanie dzieci, z którymi pracuję, jest niemal tak samo duże jak na zajęciach stacjonarnych.

Zachęcam do wypróbowania tego sposobu i jeszcze raz cichutko przypominam, by dobrze dostosować go do etapu, w którym nasz uczeń aktualnie się znajduje.

Dajcie znać, czy sprawdziło się też u Was!




Metoda Glenna Domana

Gdybyśmy wyszli teraz na ulicę i spróbowali przekonać pierwszego napotkanego przechodnia, że istnieje sposób, by nauczyć czytać małe dziecko bez uprzedniego wyuczenia go poszczególnych liter, najprawdopodobniej spotkalibyśmy się ze spojrzeniem pełnym wątpliwości. I to pewnie w najlepszym z możliwych przypadków. Jak bowiem prawidłowo przeczytać wyraz "dom", bez wiedzy, że "d" to "d", a nie na przykład "w"? 

Istnieje pewien sposób i pozwólcie, że szybko Wam o nim opowiem...


Metoda czytania globalnego, bo to o niej dziś mowa, narodziła się jeszcze w latach sześćdziesiątych dzięki Glennowi Domanowi. Na samym początku wykorzystywano ją głównie jako element edukacji i terapii dzieci z uszkodzeniami mózgu, niepełnosprawnością intelektualną, czy też z wszelkiego rodzaju trudnościami na polu percepcji poznawczej. Ćwiczenia oparte o założenia amerykańskiego fizjoterapeuty okazały się przynosić tak nieoczekiwane rezultaty, że w niedługim czasie metodę zaadaptowano również do pracy z dziećmi w szeroko rozumianej normie. 

Glenn Doman wierzył, że możliwości poznawcze dzieci mogą być znacznie większe niż przewidują ich opiekunowie. Choć wydaje nam się to nienaturalne, dziecko, które nie zna jeszcze liter, jest w stanie poznać i odczytywać przedstawione mu wcześniej wyrazy (a nawet krótkie zdania). Odpowiadają za to dokładnie te same procesy, które w późniejszym etapie edukacji pozwolą przypisać znaczenie do określonego znaku graficznego. Dziecko kojarzy wyraz jako pełen wzór i zapamiętuje nadane mu znaczenie. Nie skupia się na jego pojedynczych elementach. Prawdę mówiąc, dzieje się to zupełnie naturalnie, już we wczesnym dzieciństwie, kiedy maluch obcuje z pełnymi wyrazami przedstawiającymi np. tytuł ulubionej bajki, jego imię, imiona rodziców, czy na przykład nazwy ulic. Ponieważ potencjał dziecka jest ogromny, odpowiednie przeprowadzenie go przez ten proces może dać szybki i piękny rezultat. 

I teraz stop! Poproszę Was o to, byśmy wspólnie zatrzymali się dokładnie w tym miejscu, bowiem łatwo wpaść w pułapkę sztywnego pojmowania edukacji i terapii. Jednymi z najważniejszych elementów metody Domana, są po pierwsze kwestia gotowości dziecka do podjęcia wysiłku związanego z pobudzeniem procesów odpowiedzialnych za zapamiętywanie wzorów graficznych, a po drugie atmosfera, w której będzie się to odbywać. Dziecko powinno mieć poczucie, że proces, w którym uczestniczy jest zabawą, w której dobrze czuje się nie tylko ono, ale także i osoba, która mu towarzyszy. To nasz klucz do sukcesu. Zapomnijmy więc o hasłach pokroju: "chodź, czas na naukę" lub też "chciałabym z tobą teraz popracować". Pokażmy dziecku, że czytanie jest cudownym i ważnym doświadczeniem, ale nie musi kojarzyć się z męczącymi procesami zapamiętywania czegoś, co nie ma w danym momencie dla nas żadnej wartości, znaczenia. 

Jak wygląda nasza metoda w praktyce? 
Tak naprawę wszystkiego, czego potrzebujemy, to wspomniane już wcześniej: 
a) gotowość dziecka,
b) nasza szczera wiara w to, że podejmowane przez nas działanie ma sens,
c) pozytywne nastawienie,
d) komplet plansz z wyrazami, które chcemy przedstawić dziecku. 

Ponieważ wierzę głęboko, że pierwsze trzy aspekty nie pozostawiają w waszych głowach jakichkolwiek wątpliwości, pozwolę sobie przejść od razu do punktu ostatniego.

Co to za plansze? 
To po prostu biała karta o określonych rozmiarach, na której znajduje się jeden wyraz (etap pierwszy), wyrażenie dwuwyrazowe (etap drugi) lub krótkie zdania (etap trzeci). Każdy z wyrazów powinien być wykonany tym samym stylem (dobór czcionki, rozmiaru i koloru). Ważne jest, by na samym początku były to wyrazy z najbliższego otoczenia dziecka. Może to być jego imię, imię zwierzaka lub ukochanej postaci z książki, wyrażenia jak: mama, tata, nazwy zabawek, dom, ulubiony napój lub potrawa.

Ponieważ w obecnych czasach dostęp do wszelkich pomocy jest niezwykle prosty, można zakupić gotowe zestawy plansz lub wykonać je samodzielnie. Niezależnie do tego, ku której opcji się skłaniacie, zapewniam, że nie ma to ostatecznie żadnego znaczenia, jeśli tylko zachowane zostaną podstawowe zasady wynikające z zastosowania metody Domana. Pod koniec postu, podsumuję wam szybciutko o tym, o czym warto pamiętać. 

Gdy czujemy, że dziecko jest gotowe na to, by podjąć się stawianego przed nim wyzwania, możemy rozpocząć zabawę. Wybieramy pięć plansz z wyrazami i prezentujemy je po kolei skupionemu na nas dziecku. Ważne jest, by jednej planszy odpowiadało odpowiednie znaczenie. Jeśli prezentujemy dziecku kartę z wyrazem: "dom", głośno i wyraźnie wypowiadamy tylko to słowo. Powstrzymajmy się od kwiecistych zdań (np. "tu jest napisany wyraz: dom"), które uniemożliwią dziecku przyswojenie znaczenia prezentowanego wzoru. Gdy dziecko w pełni opanuje dane słowo, można zastąpić je kolejną planszą. Jak często prezentować wyrazy? Znacie mnie - jestem zwolenniczką pełnego podążania za możliwościami i potrzebami moich podopiecznych. Jeśli dziecko wyraża chęć i gotowość, nic nie stoi na przeszkodzie, by zrobić to dwa, trzy a nawet i pięć razy dziennie. Ale świat nie skończy się, jeśli zrobimy to tylko raz. Jeżeli widzicie, że danego dnia dziecko nie chce podjąć się tej aktywności, nie zmuszajcie go do tego. Przerwa nie wpłynie negatywnie na cały proces uczenia, ale przymus już na pewno.  

Czy można poprzestać tylko na metodzie czytania w ujęciu globalnym? Niestety nie. Prędzej czy później znajomość liter będzie konieczna, choćby przez wzgląd na to, jak złożony jest nasz język i jak wiele odmian wyrazów w nim funkcjonuje. Cały fenomen metody Domana polega jednak na tym, że w pewnym momencie takiej nauki, dziecko zaczyna dostrzegać w prezentowanych wyrazach pewne zależności. Dostrzega już nie tylko ich pełną strukturę, ale i pojedyncze elementy, które się na nią składają. Dokonywanie syntezy liter jest niewątpliwie najtrudniejszym etapem w całym procesie nauki czytania. Niekiedy nie pomaga w nim nawet pełna znajomość alfabetu - orientacja wśród liter to jedno, drugie zaś to poprawne połączenie ich w dany wyraz. W tej chwili wprowadzenie dziecka w ten właśnie etap czytania, odbywa się dużo swobodniej. 



O czym musimy pamiętać: 
- to dziecko wyznacza harmonogram naszych "zajęć". Jeśli jest gotowe podjąć się pięciu sesji dziennie - super. Jeśli nie - trudno. Zmniejszamy ich ilość. Dziecko nie jest zainteresowane czytaniem w danym dniu - wyznaczamy przerwę, 
- entuzjazm to klucz do sukcesu,
- wyrazy na planszach należy dobierać ze szczególnym uwzględnieniem najbliższego otoczenia dziecka,
- wyrazy zapisujemy przy pomocy prostych czcionek (np. Century Gothic), uwzględniając jeden kolor - czerwony lub czarny,
- na kartach powinny znajdować się jedynie same wyrazy (bez obrazków. Grafikę można znaleźć na kartach do czytania globalnego zgodnego z założeniami prezentowanymi przez Marię Trojanowicz-Kasprzak. Mogę opowiedzieć o tym przy okazji kolejnego wpisu),
- wyrazy zapisujemy małymi, pisanymi literami (wyjątek stanowią imiona i nazwy własne),
- podczas odczytywania wyrazu, nie dodajemy określeń takich jak: "tu jest napisane",
- gdy prezentujemy dziecku pojedyncze litery, ważne, by wymawiać je poprawnie. "m" to "m", a nie "em". Niepoprawny sposób prezentowania liter może doprowadzić do późniejszych trudności z syntezą. Bo skoro "m", czytamy "em", dlaczego "mama" to "mama", a nie np. "emaema"? :) 




Na dziś to już wszystko. Tradycyjnie zapraszam was do odwiedzenia mojej strony na facebooku.

A jeśli zaintrygowała was metoda Glenna Domana i chcielibyście wprowadzić ją w życie, mam dla was gotowe KARTY DO CZYTANIA GLOBALNEGO, dostępne w moim sklepie. 

Do usłyszenia!