Metoda Glenna Domana

Gdybyśmy wyszli teraz na ulicę i spróbowali przekonać pierwszego napotkanego przechodnia, że istnieje sposób, by nauczyć czytać małe dziecko bez uprzedniego wyuczenia go poszczególnych liter, najprawdopodobniej spotkalibyśmy się ze spojrzeniem pełnym wątpliwości. I to pewnie w najlepszym z możliwych przypadków. Jak bowiem prawidłowo przeczytać wyraz "dom", bez wiedzy, że "d" to "d", a nie na przykład "w"? 

Istnieje pewien sposób i pozwólcie, że szybko Wam o nim opowiem...


Metoda czytania globalnego, bo to o niej dziś mowa, narodziła się jeszcze w latach sześćdziesiątych dzięki Glennowi Domanowi. Na samym początku wykorzystywano ją głównie jako element edukacji i terapii dzieci z uszkodzeniami mózgu, niepełnosprawnością intelektualną, czy też z wszelkiego rodzaju trudnościami na polu percepcji poznawczej. Ćwiczenia oparte o założenia amerykańskiego fizjoterapeuty okazały się przynosić tak nieoczekiwane rezultaty, że w niedługim czasie metodę zaadaptowano również do pracy z dziećmi w szeroko rozumianej normie. 

Glenn Doman wierzył, że możliwości poznawcze dzieci mogą być znacznie większe niż przewidują ich opiekunowie. Choć wydaje nam się to nienaturalne, dziecko, które nie zna jeszcze liter, jest w stanie poznać i odczytywać przedstawione mu wcześniej wyrazy (a nawet krótkie zdania). Odpowiadają za to dokładnie te same procesy, które w późniejszym etapie edukacji pozwolą przypisać znaczenie do określonego znaku graficznego. Dziecko kojarzy wyraz jako pełen wzór i zapamiętuje nadane mu znaczenie. Nie skupia się na jego pojedynczych elementach. Prawdę mówiąc, dzieje się to zupełnie naturalnie, już we wczesnym dzieciństwie, kiedy maluch obcuje z pełnymi wyrazami przedstawiającymi np. tytuł ulubionej bajki, jego imię, imiona rodziców, czy na przykład nazwy ulic. Ponieważ potencjał dziecka jest ogromny, odpowiednie przeprowadzenie go przez ten proces może dać szybki i piękny rezultat. 

I teraz stop! Poproszę Was o to, byśmy wspólnie zatrzymali się dokładnie w tym miejscu, bowiem łatwo wpaść w pułapkę sztywnego pojmowania edukacji i terapii. Jednymi z najważniejszych elementów metody Domana, są po pierwsze kwestia gotowości dziecka do podjęcia wysiłku związanego z pobudzeniem procesów odpowiedzialnych za zapamiętywanie wzorów graficznych, a po drugie atmosfera, w której będzie się to odbywać. Dziecko powinno mieć poczucie, że proces, w którym uczestniczy jest zabawą, w której dobrze czuje się nie tylko ono, ale także i osoba, która mu towarzyszy. To nasz klucz do sukcesu. Zapomnijmy więc o hasłach pokroju: "chodź, czas na naukę" lub też "chciałabym z tobą teraz popracować". Pokażmy dziecku, że czytanie jest cudownym i ważnym doświadczeniem, ale nie musi kojarzyć się z męczącymi procesami zapamiętywania czegoś, co nie ma w danym momencie dla nas żadnej wartości, znaczenia. 

Jak wygląda nasza metoda w praktyce? 
Tak naprawę wszystkiego, czego potrzebujemy, to wspomniane już wcześniej: 
a) gotowość dziecka,
b) nasza szczera wiara w to, że podejmowane przez nas działanie ma sens,
c) pozytywne nastawienie,
d) komplet plansz z wyrazami, które chcemy przedstawić dziecku. 

Ponieważ wierzę głęboko, że pierwsze trzy aspekty nie pozostawiają w waszych głowach jakichkolwiek wątpliwości, pozwolę sobie przejść od razu do punktu ostatniego.

Co to za plansze? 
To po prostu biała karta o określonych rozmiarach, na której znajduje się jeden wyraz (etap pierwszy), wyrażenie dwuwyrazowe (etap drugi) lub krótkie zdania (etap trzeci). Każdy z wyrazów powinien być wykonany tym samym stylem (dobór czcionki, rozmiaru i koloru). Ważne jest, by na samym początku były to wyrazy z najbliższego otoczenia dziecka. Może to być jego imię, imię zwierzaka lub ukochanej postaci z książki, wyrażenia jak: mama, tata, nazwy zabawek, dom, ulubiony napój lub potrawa.

Ponieważ w obecnych czasach dostęp do wszelkich pomocy jest niezwykle prosty, można zakupić gotowe zestawy plansz lub wykonać je samodzielnie. Niezależnie do tego, ku której opcji się skłaniacie, zapewniam, że nie ma to ostatecznie żadnego znaczenia, jeśli tylko zachowane zostaną podstawowe zasady wynikające z zastosowania metody Domana. Pod koniec postu, podsumuję wam szybciutko o tym, o czym warto pamiętać. 

Gdy czujemy, że dziecko jest gotowe na to, by podjąć się stawianego przed nim wyzwania, możemy rozpocząć zabawę. Wybieramy pięć plansz z wyrazami i prezentujemy je po kolei skupionemu na nas dziecku. Ważne jest, by jednej planszy odpowiadało odpowiednie znaczenie. Jeśli prezentujemy dziecku kartę z wyrazem: "dom", głośno i wyraźnie wypowiadamy tylko to słowo. Powstrzymajmy się od kwiecistych zdań (np. "tu jest napisany wyraz: dom"), które uniemożliwią dziecku przyswojenie znaczenia prezentowanego wzoru. Gdy dziecko w pełni opanuje dane słowo, można zastąpić je kolejną planszą. Jak często prezentować wyrazy? Znacie mnie - jestem zwolenniczką pełnego podążania za możliwościami i potrzebami moich podopiecznych. Jeśli dziecko wyraża chęć i gotowość, nic nie stoi na przeszkodzie, by zrobić to dwa, trzy a nawet i pięć razy dziennie. Ale świat nie skończy się, jeśli zrobimy to tylko raz. Jeżeli widzicie, że danego dnia dziecko nie chce podjąć się tej aktywności, nie zmuszajcie go do tego. Przerwa nie wpłynie negatywnie na cały proces uczenia, ale przymus już na pewno.  

Czy można poprzestać tylko na metodzie czytania w ujęciu globalnym? Niestety nie. Prędzej czy później znajomość liter będzie konieczna, choćby przez wzgląd na to, jak złożony jest nasz język i jak wiele odmian wyrazów w nim funkcjonuje. Cały fenomen metody Domana polega jednak na tym, że w pewnym momencie takiej nauki, dziecko zaczyna dostrzegać w prezentowanych wyrazach pewne zależności. Dostrzega już nie tylko ich pełną strukturę, ale i pojedyncze elementy, które się na nią składają. Dokonywanie syntezy liter jest niewątpliwie najtrudniejszym etapem w całym procesie nauki czytania. Niekiedy nie pomaga w nim nawet pełna znajomość alfabetu - orientacja wśród liter to jedno, drugie zaś to poprawne połączenie ich w dany wyraz. W tej chwili wprowadzenie dziecka w ten właśnie etap czytania, odbywa się dużo swobodniej. 



O czym musimy pamiętać: 
- to dziecko wyznacza harmonogram naszych "zajęć". Jeśli jest gotowe podjąć się pięciu sesji dziennie - super. Jeśli nie - trudno. Zmniejszamy ich ilość. Dziecko nie jest zainteresowane czytaniem w danym dniu - wyznaczamy przerwę, 
- entuzjazm to klucz do sukcesu,
- wyrazy na planszach należy dobierać ze szczególnym uwzględnieniem najbliższego otoczenia dziecka,
- wyrazy zapisujemy przy pomocy prostych czcionek (np. Century Gothic), uwzględniając jeden kolor - czerwony lub czarny,
- na kartach powinny znajdować się jedynie same wyrazy (bez obrazków. Grafikę można znaleźć na kartach do czytania globalnego zgodnego z założeniami prezentowanymi przez Marię Trojanowicz-Kasprzak. Mogę opowiedzieć o tym przy okazji kolejnego wpisu),
- wyrazy zapisujemy małymi, pisanymi literami (wyjątek stanowią imiona i nazwy własne),
- podczas odczytywania wyrazu, nie dodajemy określeń takich jak: "tu jest napisane",
- gdy prezentujemy dziecku pojedyncze litery, ważne, by wymawiać je poprawnie. "m" to "m", a nie "em". Niepoprawny sposób prezentowania liter może doprowadzić do późniejszych trudności z syntezą. Bo skoro "m", czytamy "em", dlaczego "mama" to "mama", a nie np. "emaema"? :) 




Na dziś to już wszystko. Tradycyjnie zapraszam was do odwiedzenia mojej strony na facebooku.

A jeśli zaintrygowała was metoda Glenna Domana i chcielibyście wprowadzić ją w życie, mam dla was gotowe KARTY DO CZYTANIA GLOBALNEGO, dostępne w moim sklepie. 

Do usłyszenia! 

Komentarze

  1. "Wyrazy zapisujemy małymi (pisanymi!)literami"??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca rozumiem :)
      Chodzi o pytanie?
      Zgodnie z założeniami metody, nie używamy wielkich liter do zapisywania wyrazów (stąd na kartach znajdziemy "mama", zamiast "Mama" lub "MAMA"). Tak, jak zaznaczyłam w tekście, wyjątkiem od tej reguły będą np. nazwy własne.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń

Publikowanie komentarza

Chcesz dostawać powiadomienia o nowych postach?

instagram